Refleksje nad stworzeniem

Jeśli przyjąć, że drugi opis stworzenia człowieka jest ludzką opowieścią o Początku, to brzmi on, jakby wkradła się w niego nutka pesymizmu osoby mocno doświadczonej, która definiuje otaczający ją świat poprzez własne przeżycia, potrzeby, ograniczenia, kruchość. W drodze, 9/2006

Artykuł jest kontynuacją tekstu opublikowanego w numerze 8/2004 miesięcznika "W drodze" - "Zamyślenia nad Początkiem". Pierwsza część jest dostępna na stronie miesięcznika .



Zaćmienia myśli, nierozważne czyny,
Lata urojeń przebyte jak we śnie.
Byłby to żywot zgoła osobliwy,
Gdyby sens jego zależał ode mnie.

Czesław Miłosz, Zaćmienia [1]


Od dłuższego czasu wraca do mnie uporczywie myśl o dziejach człowieka opisanych w biblijnym Początku. Moje wcześniejsze rozważanie w większości poświęciłem stworzeniu świata, a tak niewiele miejsca zostało na opis raju i życie jego pierwszych mieszkańców. Skupiłem się na opisie stworzenia widzianym jakby z lotu ptaka, z szerokiej perspektywy, gdy opowieść robi wrażenie Boskiej relacji. Na świat i Stwórcę patrzymy z dużej odległości, towarzysząc powstawaniu nieba i ziemi, słońca i gwiazd, roślin i zwierząt. Jesteśmy również świadkami stworzenia człowieka, którego definiuje jego podobieństwo do Stwórcy. To ostatni akt stworzenia, po którym przychodzi czas na odpoczynek, na medytację, na nowe spojrzenie na dzieło.

Główny bohater opowieści

Wydaje się, że druga relacja jest wynikiem tego czasu, zadumy, gdy wszystkiemu możemy przyjrzeć się z innej strony i przysłuchać się głosowi stworzenia. Jest to inna historia i mam wrażenie, że przez kogo innego opowiedziana. Zaburza porządek pierwszej relacji o stworzeniu świata i jej wręcz ewolucyjną wynikowość. Brzmi jak głos człowieka, który odsłania całe bogactwo swojego wnętrza, swoich lęków, pragnień, potrzeb i słabości. Z jego punktu widzenia chronologia stworzenia wydaje się mało istotna. W tej części człowiek powstaje wcześniej niż rośliny i zwierzęta, i to on jest głównym bohaterem opowieści:
Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła (…) wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia (Rdz 2,4–7) [2]

Nie ma tu mowy o podobieństwie człowieka do Boga i panowaniu nad całą ziemią, jest istotowe związanie z nią. I nie dość że człowiek powstaje z prochu ziemi, to jego aktywność skierowana jest na jej uprawę:

Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię, bo nie było człowieka, który by uprawiał ziemię, nurt [wody] wypływał z ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby (Rdz 2,5–6).

Wydaje się, że takie spojrzenie determinuje ludzkie losy. Człowiek nie jest wolny i samodzielny, a raczej ograniczony i zależny od Boga. Przynależy do ziemi, gdyż z jej prochu powstał i jego życie z nią jest związane:
Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał (Rdz 2,15).

Tak wyraźnie i wielokrotnie podkreślane w pierwszej relacji podobieństwo do Boga tu ustępuje miejsca zaznaczeniu, że człowiek powstaje z prochu ziemi i ożywia go boskie tchnienie, a jego celem jest uprawa ziemi oraz dbałość o nią.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...