Palestyna – ziemia ojców

Nie można zniechęcać się porażkami w budowaniu mostów. My, którzy jesteśmy na zewnątrz, ale i również w pewien sposób wewnątrz tego problemu, powinniśmy interesować się sytuacją po obu stronach i właśnie budować mosty, mosty nadziei i solidarności. Jakakolwiek poprawa sytuacji Palestyńczyków wpłynie również pozytywnie na Izraelczyków. Znak, 10/2006



Złożoność kwestii izraelsko-palestyńskiej najpełniej wyjaśnił mi Abu Jusuf przed swoim sklepikiem, w którym sprzedaje „mydło i powidło” w obozie Dehaishe:

Wiem, że w czasach niewoli babilońskiej Pan Bóg obiecał Izraelczykom powrót do ziemi ojców. W 1948 roku, kiedy usuwano Palestyńczyków z ich ziemi i ich domów, żeby zrobić miejsce dla innych, nadzieja Izraelczyków na spełnienie tej obietnicy zaczęła stawać się rzeczywistością. Cieszę się, że Izraelczycy wrócili do ziemi obiecanej, bo to znaczy, że Pan Bóg dotrzymuje swoich obietnic. Ale wiem też, że na tej samej ziemi ten sam Pan Bóg umieścił również Palestyńczyków. Więc może Bóg chce, żebyśmy żyli wspólnie na jednej ziemi?…

Abu Jusuf wypowiedział te słowa, kiedy odwiedzałam jeden z obozów dla uchodźców na terenie Autonomii Palestyńskiej, dokąd pojechałam, żeby zobaczyć, jakiej pomocy PAH może udzielić Palestyńczykom. Wyjazd ten był spowodowany docierającymi do nas informacjami o stale pogarszającej się sytuacji ludności palestyńskiej, zwłaszcza po styczniowych wyborach parlamentarnych, w których zwyciężył Hamas. Spędziłam w Palestynie 18 dni, odwiedzałam obozy dla uchodźców, spotykałam się z międzynarodowymi i lokalnymi organizacjami, byłam w dużych miastach oraz miasteczkach i wsiach. Spotkania, rozmowy oraz to, co zobaczyłam, pozwoliło mi wyrobić sobie opinię na temat sytuacji i problemów Palestyńczyków. Jeśli chodzi o stronę izraelską, to poza spotkaniami z dwiema organizacjami nie miałam okazji poznać problemów życia osadników izraelskich. Moja relacja jest więc siłą rzeczy jednostronna – piszę o tym, co widziałam i co słyszałam, posiłkując się informacjami potwierdzonymi przez niezależne źródła.

Abu Jusuf pochodzi z Daraben, wioski oddalonej o 13 km od Jerozolimy, i mieszka w obozie Dehaishe koło Betlejem. W 1948 roku, kiedy rozpoczęło się wysiedlanie wioski, mieszkańcy bronili się przez 10 miesięcy. Po silnym ostrzale artyleryjskim 18 października 1948 roku właściciele domów zostali zmuszeni do ucieczki. Abu Jusuf miał wtedy 12 lat – uciekał z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa. Dobrze pamięta ten dzień, bo wtedy po raz ostatni jego stopa dotykała ziemi ojców. Pamięta, że jego tato zabrał ze sobą siedem worków z ziarnem. Inni zostawili je, sądząc, że będą mogli po nie wrócić. Jeden z tych worków dwunastoletni Jusuf niósł na plecach i chociaż było mu bardzo ciężko, to poczucie honoru i szacunek dla ojca nie pozwalały mu na sprzeciw. Po kilku miesiącach po wypędzeniu, kiedy okazało się, że obietnice nowych domów i ziemi nie spełnią się szybko, niektórzy poszli potajemnie do wioski, by ze stodół zabrać zboże, żeby móc wyżywić swoje dzieci. Niestety, wielu z nich zginęło pod ostrzałem. Pomyślał wtedy, że jego ojciec jest wyjątkowym człowiekiem, który potrafi zadbać o swoją rodzinę, i że bardzo chce być podobny do ojca.

Dzisiaj ma trzynaścioro dzieci – wszystkie założyły własne rodziny i teraz Abu Jusuf jest dziadkiem sześćdziesięciorga wnuków. Wszyscy mieszkają razem, w tym samym miejscu, gdzie w 1948 roku osiedlili się po ucieczce. Cieszy się, że wszyscy synowie mają zatrudnienie. Jeden z nich zna dobrze angielski i pracuje w UNRWA (United Nations Relief Works and Agency for Palestinian Refugees). Abu Jusuf stoi przed drzwiami swojego sklepiku ubrany w długą dżalabiję i pozdrawia wszystkich przechodzących. Jego twarz jaśnieje uśmiechem. Jest tutaj szanowanym człowiekiem, sąsiedzi liczą się z jego zdaniem, często przychodzą do niego po radę. Jego rodzina nie cierpi głodu, a liczba wnuków przynosi mu zaszczyt. Na moje wątpliwości dotyczące możliwości utrzymania tak wielkiej rodziny odpowiada: „Musimy mieć dużo dzieci, żeby Izraelczycy nie zniszczyli naszego narodu – to nasza jedyna siła, nasza jedyna broń”. Nie popiera zabijania niewinnych ludzi przez palestyńskich samobójców, ale jest też przeciwko najazdom Izraelczyków na ich obóz. Kiedy pytam, jaką przyszłość Palestyńczycy widzą przed sobą, mówi: „Pan Bóg o nas zadba i pomoże”.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...