Kościół i teczki

Trudno, by Kościół prosił o zlustrowanie swoich ludzi, gdy... nie było lustracji. Tygodnik Powszechny, 9/2005

Agentura kościelna donosiła głównie na księży, na świeckich - rzadko. Donosy miały służyć nie tylko zdobyciu informacji, ale i prowadzić do rozbicia spoistości stanu kapłańskiego. Potrzebne jest rzetelne opracowanie archiwów, by tak trudny temat nie stał się polem do sensacji.

MAREK ZAJĄC: - Niedawno kard. Józef Glemp powiedział, że wie, który ksiądz z archidiecezji warszawskiej był tajnym współpracownikiem bezpieki.

ANDRZEJ GRAJEWSKI: - Przy całym szacunku: Ksiądz Prymas nie wie, co mówi. Bez zbadania akt operacyjnych nie można stwierdzić, kto współpracował, a kto nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.

Przywołam własne doświadczenia: i jako badacza archiwów, i jako pokrzywdzonego. Gdy zaglądamy do teczek, przeżywamy trzy zaskoczenia. Po pierwsze, że sami w nich jesteśmy. Po drugie, kogo jeszcze w nich znajdujemy. Oczywiście, nie miałem wątpliwości, że wśród moich kolegów byli tajni współpracownicy. Ale gdyby mi pokazano zdjęcie redakcji “Gościa Niedzielnego” z czasów PRL i powiedziano: “Powiedz, kto na pewno nie był tajnym współpracownikiem”, wskazałbym na kogoś, kto akurat był agentem.

Po trzecie, zdziwi nas, kogo nie znajdziemy. Sam musiałem zweryfikować opinię o osobie, która - jak sądziłem - miała odegrać negatywną rolę podczas mojego rozpracowywania. Tymczasem z akt wynika, że ów człowiek zachował się znakomicie. Nawet mnie bronił.

Biskupi nie chcieli

- W 1999 r. Andrzej Grajewski opublikował książkę “Kompleks Judasza”, gdzie opisał skalę uwikłania ludzi Kościoła w agenturę SB. Ostrzegał: jeżeli nie zmierzymy się z tym problemem, zrobią to ludzie Kościołowi niechętni. Przestrogę zlekceważono...

KRZYSZTOF KOZŁOWSKI: - Jako minister spraw wewnętrznych rozmawiałem w 1990 r. z sekretarzem Episkopatu, abp. Bronisławem Dąbrowskim i sondażowo pytałem, czy Kościół byłby zainteresowany materiałami dotyczącymi księży w agenturze SB. Arcybiskup odpowiedział, że Episkopatu w zasadzie nie interesują ocalałe dokumenty; że to są sprawy wewnątrzkościelne, pozostawione do decyzji ordynariuszom. Mówił, że były różne sytuacje, które wymagają troskliwego pochylenia się nad nimi, ale do tego nie są Kościołowi potrzebne żadne zewnętrzne informacje. Na tym rozmowa się skończyła. Natomiast Episkopat był zainteresowany ujawnieniem, a następnie likwidacją aparatów podsłuchowych. Jan Widacki, ówczesny podsekretarz stanu, nadzorował akcję usuwania tych instalacji w Sekretariacie Episkopatu w Warszawie i na Jasnej Górze - w pomieszczeniu, gdzie również odbywały się posiedzenia biskupów.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...